Biurwa
Nigdy nie byłem w urzędzie. Rozglądałem się z zaciekawieniem idąc do pokoju, który wskazał mi na dole portier. Gdy stanąłem przed drzwiami jej pokoju, zacząłem się zastanawiać, czy dobrze robię. A co mi tam – pomyślałem. Najciszej jak mogłem otworzyłem drzwi. Nie usłyszała jak wszedłem. Równie cicho przekręciłem klucz w zamku, tak na wszelki wypadek. Siedziała przy biurku pod oknem, które zajmowało całą ścianę i ze skupieniem pisała coś na klawiaturze. Robiła strasznie śmieszną minę, kiedy tak się koncentrowała. Okulary w delikatnych oprawkach dodawały jej surowego i profesjonalnego wyglądu. Przez głowę przemknęła mi myśl, że powinna częściej je nosić. Kto by pomyślał, że okulary mogą stać się czymś na kształt afrodyzjaku. Chrząknąłem. Dopiero wtedy odwróciła się w stronę drzwi i zobaczyła mnie. Widziałem, że początkowo była zdziwiona, że mnie widzi, ale po chwili uśmiechnęła się do mnie i wstała od biurka. Aż wciągnąłem powietrze przez zęby. Miała na sobie białą koszulę w drobne czarne kropeczki, z dekoltu świecił skromny złoty łańcuszek z zawieszką, krótką i obcisłą spódniczkę w szaro-czarną kratkę i czarne szpilki. Spódniczka sięgała do połowy uda, z lewej strony wystawał kawałek tatuażu. W połączeniu ze szpilkami sprawiała, że przez chwilę zapomniałem języka w gębie.
- Hej – przywitała się i podeszła bliżej, by dać mi buziaka – Co ty tu robisz?
- Przechodziłem akurat w okolicy i pomyślałem, że wpadnę.
- Jasne, przechodziłem w okolicy. Panie komisarzu proszę tu ze mnie nie żartować –zaczęła się śmiać i odwróciła się chcąc wrócić do biurka.
Złapałem ją za rękę, przyciągnąłem do siebie i zacząłem delikatnie muskać ustami jej szyję.
- Zawsze tak chodzisz ubrana do pracy? – zapytałem przyciskając ją do siebie coraz mocniej.
- Najczęściej. Wiesz, nie wypada przychodzić do pracy w dresie.
- Jak ja mogłem pozwolić, by to Strzelecki odwiózł cię do pracy.
Moje ręce zaczęły błądzić po jej ciele. Dotykałem ramion, brzucha, piersi, ud. Palce coraz natarczywiej podciągały do góry spódniczkę. Naparła na mnie pośladkami.
- To broń czy cieszysz się na mój widok? – zapytała niewinnie.
- Na twój widok zawsze się cieszę – moje ręce w końcu podwinęły spódniczkę na tyle mocno, że palcami dotknąłem jej majtek. Wydała z siebie cichy jęk. Nie przestawałem całować jej po szyi.
- Ktoś może tu wejść – powiedziała, po czym po raz kolejny jęknęła, kiedy wsunąłem w nią palec.
- Spokojnie, zamknąłem drzwi na klucz – szepnąłem jej wprost do ucha i skierowałem ją w stronę biurka, stojącego najdalej od okna. Nie chciałem, by ktoś z ulicy nas zobaczył. Posadziłem ją na samym brzegu, sam zaś kucnąłem i zdjąłem jej majtki. Widziałem, że jest trochę spięta całą sytuacja, ale kiedy zacząłem całować wewnętrzna stronę jej ud, zaczęła powoli odpuszczać, a gdy doszedłem do łona, całkowicie odpuściła. Wodziłem językiem po jej łechtaczce coraz śmielej. Łucja jęczała cichutko. Jęknięcia były ledwo słyszalne, ale czułem, że jest coraz bardziej podniecona. Ja zresztą też. Do języka doszedł palec, którym zataczałem niewielkie kółka, po czym wsunąłem go do środka. Wyprężyła się jednocześnie zatapiając dłoń w moich włosach. Docisnęła moją głowę do swojego krocza. Po kilku chwilach przerwałem pieszczoty. Zaskoczona takim obrotem sprawy spojrzała na mnie z miną małego dziecka, któremu odebrano przepysznego lizaka. Czym prędzej podniosłem się z kolan i rozsunąłem rozporek. Wszedłem w nią zdecydowanie, a ona zarzuciła mi nogi na biodra, krzyżując je za moimi plecami. Teraz już nie było odwrotu.
- Musisz być cicho, nie chcemy, by ktoś nas usłyszał – szepnąłem.
Kiwnęła potakująco głowa i z całej siły przylgnęła do moich ust. Całowała mnie tak namiętnie, jakby przebiegła maraton w pełnym słońcu, a moje usta były jedynym miejscem gdzie można się napić. Zacząłem się w niej poruszać, najpierw powoli i delikatnie, z czasem przyśpieszając tempo i intensywność posunięć. Łucja wtuliła głowę w mój bark, by przytłumić swoje jęknięcia. Sam też miałem problem z zachowaniem ciszy. Nagle poczułem jak cała się spięła i ugryzła mnie w ramię. Doszła. Chwilę później poszedłem w jej ślady. Przez moment trwaliśmy w bezruchu, uspokajając nasze oddechy. Kiedy spojrzałem na nią zobaczyłem zadowolenie w jej oczach.
- Radek… - zaczęła, gdy ktoś złapał za klamkę, oboje drgnęliśmy. Na szczęście drzwi były zamknięte. Poczekaliśmy chwilę w bezruchu, czekając aż ten ktoś odejdzie, po czym zaczęliśmy się śmiać.
- Coś mówiłaś?
- Nieważne – pocałowała mnie jeszcze raz, po czym zaczęła poprawiać ubranie.
- Mam nadzieje, że jest to nie jest twoje typowe zachowanie.
- Ależ panie komisarzu – udała oburzoną – Jak pan śmie, mnie tak oceniać. A poza tym chyba przysługuje mi prawo do odmowy odpowiedzi na zadawane mi pytanie.
- Może pani nawet wezwać adwokata, ale nie uważam tego za najlepszy pomysł. Mogłoby to stanowczo rozdmuchać sprawę.
Spojrzałem na nią i po raz kolejny zlustrowałem od góry do dołu
-Chyba powinienem częściej przychodzić do pani, jeżeli tak wygląda pani strój służbowy.