Letni poranek
Dzisiaj przeniesiemy się w letni poranek. Leniwie budzimy się, słońce wpada przez okno wprost na nas. Delikatnie łaskocząc nasze ciała zawinięte gdzieniegdzie w satynowe prześcieradło.
Otwieram oczy i przeciągam się uśmiechając. Mam psotliwy nastrój tego cudownego dnia. Chwile leżę przyglądając się tobie, jednak zniecierpliwiona zaczynam szukać sposobu na pobudkę. Zaczynam się ostrożnie zbliżać twarzą do twojej twarzy, teraz czuje twój oddech na moim policzku. Nawet się nie wzdrygasz od mojego intensywnego wzroku.
Niecierpliwie wzdycham i delikatnie całuje w usta. Tak jakbym naśladowała wiatr. Zaczynam wędrować wargami w kierunku szyi, składając na niej mocniejszy pocałunek. Powoli zaczynasz się ruszać. Nie przestaje wędrować w dół, przejeżdżając językiem po obojczyku i coraz mniej zważając na delikatność zaczynam całować klatkę piersiową aż dochodzę do serca. Czując mnie, jeszcze z zamkniętymi oczami przykładasz rękę do mojego policzka. Chwile napajam się tą czułością po czym mocno gryzę cię w dłoń. Zaskoczony podskakujesz i w ciągu sekundy wybudzasz, łapiąc mnie za włosy i dociskając do łóżka. Śmieje się patrząc wyzywająco w twoje oczy. Zaczynam się pod tobą wić czekając aż mnie pocałujesz. Po chwili czuje twoje podniecenie, ale dalej brak pocałunku. Zbiłeś mnie z tropu. Na ten moment czekając przyciskasz namiętnie swoje usta do moich. Przygniatasz swoim ciężarem tak, że tracę dech. Ręką wędrujesz sprawdzić czy jestem wilgotna, a ja wzdycham kiedy tylko tam docierasz. Bawisz się trochę ze mną, cały czas dociskając tak, że nie mogę złapać oddechu.
Kiedy zaczynam panikować, agresywnie we mnie wchodzisz w tym samym momencie pozwalając mi oddychać. Z moich ust wyrywa się jęk rozkoszy. Odzyskując przestrzeń owijam się nogami dookoła twoich bioder i całym swoim ciężarem przewracam cię odwracając role. Delikatnie reguluje biodrami głębokość, drocząc się tak byśmy tylko chcieli więcej. Nie mogąc tego wytrzymać dociskam się do ciebie by czuć cię w całości. Patrząc sobie w oczy zaczynamy przyspieszać. Wszystko dookoła zaczyna wirować i się rozmazywać. Nagle zrzucasz moje ciało, chwytając za szyje i biorąc mnie od tyłu. Jak pięknie pachnie nasz pot. Zaczynam drżeć z rozkoszy, jesteśmy tak blisko ekstazy. Czujesz jak zaczynam pulsować, nie mogąc już utrzymać się w wypiętej pozycji. Dochodzimy. Kończysz we mnie i opadasz na moje plecy. Leżymy tak przez resztę poranka, bez ruchu jak zaczarowani.