Sowilo
Siedziała na piętach, z tułowiem pochylonym do przodu. Wyprostowane ręce miała unieruchomione liną.
W tej pozycji jej drobna sylwetka kojarzyła mi się z runą Sowilo.
Słońce. Zwycięstwo. Dokładnie tak.
Musnęłam wargami jej kark, czując, jak ślina napływa mi do ust, a gdzieś z tyłu głowy pojawia się pragnienie warczenia jej do ucha.
Pogładziłam delikatnie dłonią jej szyję.
- Wiesz, słoneczko, że teraz jesteś tylko moja?
Nie odpowiedziała. Westchnęła tylko cicho.
Chwyciłam ją za gardło, zmuszając do wyprostowania się i uniesienia głowy.
- Wiesz? Czy nie?
- Tak... - wyszeptała - tak.
Otarłam się głową o jej kark, jak łaszący się kot. Lewa ręka wciąż była gotowa zacisnąć się na jej gardle, podczas gdy prawą wędrowałam po krągłości jej pośladka. Czułam, jak cała zaczyna drżeć.
- O... - moje usta muskały teraz jej ucho - chyba ktoś tu się niecierpliwi... a może się boisz, po tym co ci opowiedziałam?
Dłoń wędrowała dalej, między jej uda. Poczułam, jaka jest zaskakująco wilgotna. Tak ślicznie mnie zapraszała.
Cała postawa klęczącej dziewczyny zdradzała ledwo powstrzymywane podniecenie połączone z niepewnością.
Nie mogłam sobie dłużej odmawiać tej przyjemności. Z całej siły wpiłam zęby w jej kark, jednocześnie wbijając palce w jej otwartą cipkę, jak tylko mogłam najmocniej.
Wyprężyła się.
- O kurwa!...
Poczułam, jak przeszywają mnie dreszcze. Przed oczami miałam mgłę.
Zacisnęłam szczęki jeszcze mocniej, z całej siły.
Krzyk przeszedł w skowyt bólu, a ja pragnęłam poczuć w ustach smak jej krwi.
Gdzieś na samej granicy świadomości rejestrowałam fakt, że pieprzę ją palcami, a ona, pomimo prób wyrwania się z uścisku moich zębów i ręki na gardle, nie może powstrzymać się przed falowaniem biodrami i ujeżdżaniem mojej dłoni.
Przerwałam. Potrzebowałam orzeźwiającego haustu powietrza. I tak bardzo chciałam zrobić z nią to, co on kilka dni temu zrobił ze mną. By i ona z dumą oglądała w lustrze ślady.
I tak fajnie się obserwowało zawód, jaki sprawiło jej nagłe odcięcie od otrzymywanych doznań.
- Co... co jest?
Chwyciłam ją za kark.
- Cicho bądź. I kładź się.
Zmusiłam ją do położenia się na brzuchu się i wtulenia twarzy w poduszkę. Rozwiązałam jej ręce, odsłaniając całe plecy.
Położyłam jej dłonie na ramionach, wyciągając ręce przed siebie.
Poduszka stłumiła krzyk, gdy brutalnie tnąc paznokciami zostawiałam czerwone sznyty na delikatnej skórze.
I znów, ta żądza wbicia zębów.
Zaciśnięcia kłów na jej okrągłych pośladkach.
Kompletnie oszalałam. Kąsałam wściekle jej tyłek, jakbym chciała wyszarpać kawały ciała. Kolejny raz cieszyłam się z różnicy wzrostu, gdy mogłam jednocześnie wbijać jej paznokcie w ramię, żałując, że nie mam szponów jak prawdziwy tygrys, i wpychać palce drugiej dłoni w ociekające wnętrze.
Coraz mocniej, tracąc rozum. Nakręcając się jej coraz bardziej nieludzkimi krzykami.
Przechodziły w przeciągłe wycie, a ja poczułam, jaka jej cipka robi się gorąca. Jak zaczyna się zaciskać. Jak eksploduje, a ja przez chwilę mam wrażenie, że zaraz zassa mi całą dłoń.
Wiedziałam, co czuje. Pamiętałam, jak ból sprawiony zębami i pazurami zlewa się z orgazmem w porażającą, obezwładniającą całość. I jak bardzo chciałam jej dać właśnie to.
Poczułam jak drży i mięknie. Jak rozlewa się w pościeli, oddychając chrapliwie.
Nie puściłam jej nawet na chwilkę. Zabrałam dłoń spomiędzy jej ud, nie zwalniając uścisku szczęk i nie cofając wbitych w jej ramię palców. Teraz tak bardzo chciałam sama dojść...
Choćby po to, by chwilę później opaść obok niej i otulić ją całym ciałem.
- Moja najsłodsza...
Nie odpowiedziała już. Czułam tylko, jak ujmuje moją rękę, obejmującą ją w talii, a po chwili słyszałam już tylko jej spokojny, regularny oddech