Ukarany

Zawsze byłem średnim uczniem, ale zdecydowanie chciałem się poprawić z matematyki. Jakoś nigdy nie miałem do tego drygu. Jedynym wyjściem były korepetycje. Traf chciał, że moją korepetytorką, okazała się być ... moja nauczycielka od matematyki. Ona znała mnie na wylot i doskonale orientowała się w czym idzie mi nie najlepiej. O tym, żebym oblał i powtarzał klasę nie było mowy, jednak z matmy zawsze miałem ocenę dostateczną, a moje ambicje sięgały przynajmniej "czwórki". Pani Anna, bo tak na imię miała moja prywatna wychowawczyni była dojrzałą, około 40-letnią, bardzo atrakcyjną kobietą. Czy sam ten fakt sprawiał, że nie mogłem się skupić na lekcjach, wpatrując się rozmazanym wzrokiem w tą elegancką, lekko przy kości Damę, jak ją w myślach nazywałem? Po części zapewne tak.

Niefortunnie już było zanim zaczęło się pierwsze nauczanie. Gościłem właśnie u pani Anny i kiedy mnie przywitała w drzwiach i zaprosiła do środka, niemal zdębiałem. Wiedziałem, że jest atrakcyjna, ale tym razem prezentowała się jak jakaś seksbomba. Skórzany, czarny i obcisły gorset, do tego rozsunięty z przodu, tak by jeszcze wydatniej podkreślił i tak już niezwykły biust, do tego koronkowe ciemne rajstopy i szpile na stopach, na oko 14-15 cm, z odsłoniętymi palcami i czerwonym lakierem na paznokciach. Ostre pazurki u dłoni w kolorze czarnym, czerwona szminka i piękny kok uwiązany na głowie. Pierwszą moją reakcję pani skwitowała uśmieszkiem. Kobieta zaproponowała mi lampkę wina na rozluźnienie.

-To ci pomoże, zrelaksuje i będziesz mógł lepiej przyswoić sobie wiedzę - rzekła zbliżając się do mnie, po tym jak usiadła obok na sofie wlewając do lampek czerwony trunek. Założyła przy tym nogę na nogę wyraźnie mnie kusząc tym faktem.

- Mam nadzieje, że nie czujesz się rozproszony - usłyszałem pytanie.

- Nie, skądże - skłamałem.

Korepetytorka sięgnęła po zeszyt, który leżał obok na szafce. Otworzyła go na jednej ze stron i podała mi ołówek. Sama zaczęła przygryzać ząbkami długopis, patrząc mi głęboko w oczy. Lustrowała mnie wyniosłym, ale też subtelnym spojrzeniem.

- Przyjrzyj się temu zadaniu - wskazała palcem na otwarty zeszyt. Powiodłem wzrokiem za jej paluszkiem zakończonym ślicznie ustylizowanym pazurkiem. Spojrzałem, ale jakoś literki zaczęły mi się zlewać i musiałem bardzo się skupić, zanim cokolwiek dostrzegłem. W końcu jednak udało mi się. Ciągle czułem na sobie wzrok pani Anny. W majtkach tymczasem budziło się życie. "Boże jedyny, nie teraz" pomyślałem, wypiłem do dna kieliszek wina i w końcu zabrałem się za rozwiązywanie zadania. Jednak po chwili okazało się że dostałem to, w czym czułem się najgorzej. W dodatku było to zadanie, bardziej na ocenę celującą, niż "czwórkę". I pani dobrze o tym wiedziała. Spojrzałem na nią, ale jej wyraz twarzy zmienił się na bardziej surowy. Mimo to mój kieliszek wypełnił się ponownie winem.

- Pij - niemal nakazała mi nauczycielka, po czym dodała stresując mnie.

- Idę do toalety, jak wrócę zadanie ma być rozwiązane! - usłyszałem rozkazujący ton.

Byłem zarówno podniecony, zestresowany, a dodatkowo szumiało mi w głowie. To dziwne, żeby tak zadziałały na mnie dwie lampki czerwonego trunku. Ale stan upojenia narastał, i powodował nie tylko lekkie otępienie, ale i osłabienie. Czy coś było w tym winie? Niestety w tym stanie nie byłem skłonny rozwiązać matematycznej łamigłówki.

Pani Anna wróciła, już stukot jej obcasów na posadzce pobudził mnie nieco.

- No to pokaż, jak sobie poradziłeś - rzekła pani zaglądając do zeszytu. - Jestem zawiedziona- warknęła - nie jesteś nawet w połowie równania, a dodatkowo już na początku widzę byka!

- Przeprasza, to bardzo trudne - wydukałem skruszonym głosem.

- Hm, no cóż; w końcu płacisz mi dobrze, a ja chcąc nie chcąc muszę cię podciągnąć. Jestem na takie sytuacje przygotowana, ale musisz mi zaufać i się mnie słuchać, więc jak?

- Oczywiście zależy mi na nauce proszę pani - ton moich słów zaskoczył mnie bardzo, gdyż nigdy nie wyrażałem się tak ulegle, jakby od tego zależało moje życie a nie "cztery" z matematyki

Zwyczajnie zdziwiłbym się gdyby kobieta kazałaby mi zdjąć ciuchy i stanąć przed nią nago. Wykonując to polecenie sam się sobie dziwiłem, nie rozumiałem swojej reakcji- dopóki nie usłyszałem triumfu w głosie pani Anny;

- Pigułki w drinku poskutkowały. Teraz zrobisz co ci każę, o ocena na koniec semestru będzie zależała od tego, jak się dzisiaj spiszesz. - Pani uśmiechnęła się sarkastycznie, widząc że moją reakcją na jej słowa był mój sterczący penis.

- Wiesz jak kiedyś wyglądało nauczanie? - usłyszałem pytanie i odpowiedziałem przecząco, jak bowiem mogło wyglądać?

- Otóż podstawą nauczania była dyscyplina! Uczeń, który okazywał się najsłabszym ogniwem był surowo karany. I to na oczach całej klasy.

Pani zbliżył się do mnie i dodała:

- Znaj moją litość, daruję ci publiczne upokorzenie, ale kara musi być! - Pani podniosła głos i ruchem dłoni wskazała mi podłogę. Momentalnie uklęknąłem, a mój penis był twardy jak nigdy przedtem. W jednej chwili ta sytuacja mnie urzekła i zapragnąłem oddać się tej atrakcyjnej kobiecie bez reszty.

Kiedy klęczałem, pani nauczycielka rozsunęła moje kolana nogą i stanęła na przeciwko mnie. Nieświadomy tego co się wydarzy, nie przygotowałem się na przeszywający ból. Otrzymałem solidnego kopniaka z bucika mojej pani, w jądra. Skuliłem się mimowolnie.

- Wyprostuj się i ręce do tyłu - rozkazała pani widząc jak staram się zasłonić jądra. Mimo to posłuchałem od razu. Kolejny zamach nóżki pani Anny i but trafił idealnie, obijając mi oba jądra, a ja jęknąłem i skuliłem się czując pulsujący ból. Dodam, że był specyficzny, inny od każdego dotąd mi znanego i dodatkowo powodował jakiś trudny do zrozumienia dyskomfort.

- Błagam panią o litość proszę pani - wyskamlałem automatycznie, prosząc by kobieta przestała.

- Żartujesz sobie?! To dopiero początek.- i zaczęła się kanonada kolejnych bardzo silnych kopniaków. Mimo cierpienia penis cały czas mi stał na baczność i w pewnym momencie kolejny impuls bólu zmieszał się z niesamowitą rozkoszą i z mojego żołędzia wylał się potok spermy. Jeszcze nigdy nie miałem tak silnego wytrysku. Pani się zaśmiała - niestety - nie zamierzała przestawać. Słyszałem kolejne klapnięcia bucika, który doskonale zgrał się z fakturą moich coraz bardziej sinych jąder. W końcu opadłem na podłogę. Zapanowała cisza. Pani wyszła z pokoju, a ja leżałem jak pies na dywanie. skulony embrionalnie usiłując przyswoić ból kumulujący się w moich jajach.

W końcu znany mi już stukot obcasików "oznajmił mi" powrót korepetytorki.

- I jak się czujesz mój uczniu? - powiedziała niemal troskliwie. - Czy teraz rozwiążesz w końcu to równanie?

Zdębiałem i nie wiedziałem jak zareagować. Wiedziałem, że to jeszcze nie koniec. Na klęczkach zbliżyłem się do pani. Moja twarz była niemal na wysokości jej krocza. Pochyliłem głowę, okazując swoją uległość i wpatrując się w piękne odsłonięte paluszki pani Anny stóp, te które wespół z seksownymi szpileczkami zadały mi tyle bólu, zacząłem panią przepraszać, błagać o litość i obiecywać poprawę.

- Już dobrze, dobrze - uspokoiła mnie pani. - Oszczędzę twoje jądra. Ale sam rozumiesz, że nie jestem dostatecznie zadowolona z twoich postępów, a w zasadzie ich całkowitego braku? Zdejmij obrus, zeszyt, kieliszki i za chwilę chcę cię widzieć leżącego na stole. Twarzą do blatu. - Wykonałem polecenie, nieco wystraszony.

Pani Anna odeszła gdzieś na chwilę i choć nie opuściła pokoju, nie widziałem co robi. Kiedy wróciła poczułem, jak nadgarstek oplata mi skórzana opaska. Pani zacisnęła ja mocno a drugi koniec przymocowanego łańcucha zakończonego specjalnym klipsem przyczepiła do nogi stołu. Podobnie uczyniła z drugim nadgarstkiem, a także w ten sam sposób unieruchomiła mi moje nogi, zapinając opaski na kostkach.

Po chwili delektowania się moją bezbronnością nauczycielka zbliżyła się do mnie i podnosząc mi głowę wskazała swój kolejny atrybut władzy, jakże doskonale mi znany. Wskaźnik do szkolnej tablicy. Był solidny i wyglądem przypominał pejcz z rączką.

Pani obeszła stół, a ja po raz kolejny rozkoszowałem się jej stąpaniem. Ból jąder nie mijał, ponieważ w tej chwili napierałem ciężarem ciała na blat stołu. Do tego kutasek ułożył mi się jakoś niefortunnie i kiedy ponownie mi nabrzmiał, wyraźnie odczuwałem nim twardość blatu. Piekący ból na pośladku poprzedził błyskawiczny świst, następny przeszywający powietrze raz trafił w drugi półdupek powodując podobne odczucie. Lekkie pieczenie było znośne, choć czułem wyraźnie, że uderzenia pani są mocne i solidne. Czułem dokładnie kolejne razy, a słysząc plask tego "niby pejcza" przy spotkaniu z moimi pośladkami poczułem dreszcz podniecenia, ale mój biedny penis nie mógł powstać w obecnej sytuacji. Pani co rusz obijała mój tyłek to z jednej, to z drugiej strony. Nie wiem ile razów otrzymałem, ale w pewnym momencie niektóre uderzenia zaczęły powodować silniejszy ból. Ostre pieczenie zaczęło narastać i kara zaczynała być karą. Lewy pośladek, prawy, nieco poniżej tyłka, każde uderzenie sprawiało ból.

Najgorsze było przede mną. Zacząłem cierpieć i pojękiwać lekko. I to był mój błąd. Słysząc moją reakcję ta cudowna kobieta bijąca mnie po tyłku, jakby karała niegrzeczne dziecko, rozochociła się jeszcze bardziej i rysowała swoje krwawo-sine dzieło na moich opuchniętych pośladkach. Zacząłem błagać o litość i przebaczenie, obiecując, że zrobię wszystko co, moja pani mi każe. Wszystko to na nic. Nie mam pojęcia ile razy dostałem, ale kiedy już było po wszystkim, ledwo się podniosłem ze stołu. Dodatkowo odgniotłem sobie tors, brzuch i kości obojczyka leżąc na twardym podłożu.

- Cóż, na dzisiaj wystarczy - zaczęła pani - teraz już tylko podziękuj mi ładnie - i pani Anna zrzuciła ze swych nóg piękne buty i podała mi stopy otulone nylonem, do wycałowania.